— Niech przestanie wysyłać ludzi do mojej matki.
— Przekazałem mu to. Policja też już o nim wie.
Nie pytałam, czy stryj słucha poleceń Wiktora. Odpowiedź znałam.
***
Na balu Wiktora otaczało pięć kobiet. Po spotkaniach z Zofią, Magdaleną i Igą zaczęłam rozpoznawać dwie pozostałe na zdjęciach w internecie. Jedna, Ewelina Karski, kierowała firmą ochroniarską. Druga, Natalia Orłowska, była córką Romana i nadzorowała część jego inwestycji. Artykuły przedstawiały je jako rywalki ubiegające się o wpływ na Wiktora. Ich własne firmy oraz interesy rzadko pojawiały się w tych tekstach.
Natalię spotkałam przypadkiem przed apteką, do której chodziłam po leki mamy. Dopiero później zrozumiałam, że przyszła tam, znając moje zwyczaje. Stała przy swoim samochodzie, ubrana prosto, bez biżuterii z balu. Miała spojrzenie podobne do Wiktora, uważne i męcząco spokojne.
— Jestem córką Romana — powiedziała.
W pierwszym odruchu chciałam minąć ją bez słowa. Zatrzymała mnie dopiero jej następna uwaga.
— Ojciec powiedział mi, że pani matka była obserwowana, zanim spotkała pani Wiktora.
Przycisnęłam do boku torbę z apteki.
— Po co?
— Nie wiem. Znalazłam rachunek dla agencji opieki i datę wcześniejszą niż gala. Wiktor o tym nie wiedział.
Gdyby nie przyniosła żadnego dokumentu, uznałabym to za kolejną próbę skierowania mnie przeciw niemu. Natalia podała mi jednak kopię zlecenia. Nazwisko Teresy wpisano obok adresu i terminu pierwszej wizyty Beaty. Dwa tygodnie przed balem. W rubryce „osoba zlecająca” widniała spółka należąca do jej ojca.
— Dlaczego mi pani to pokazuje?
— Bo ktoś wciągnął chorą kobietę w sprawę, która nie powinna jej dotyczyć.
— Pani ojciec.
Natalia nie zaprzeczyła. Rozejrzała się po ulicy, jakby dopiero teraz poczuła, że jesteśmy widoczne dla przechodniów.
— Jeśli zawiozę to na policję, on powie, że prowadzę przeciw niemu własną grę. Pani może przekazać dokument jako osoba, której dotyczy. Ja potwierdzę, skąd go mam.
Wzięłam kopię, nie obiecując niczego więcej. Po jej odjeździe obejrzałam datę raz jeszcze. Pierwszy raz pomyślałam, że spotkanie z Wiktorem w sali balowej mogło nie być początkiem całej historii.
***
Hanna Malec ustaliła nowy plan leczenia. Mama miała otrzymać lek w warunkach szpitalnych, pod ścisłą obserwacją. Złożono wniosek o dostęp do niego w ramach odpowiedniej procedury. Potrzebowaliśmy czasu i dokumentów. Tymczasem Teresa starała się chodzić po mieszkaniu bez pomocy, bo każda samodzielnie wykonana czynność przypominała jej dawne życie.
O zleceniu Natalii powiedziałam mamie dopiero po powrocie z kontroli. Siedziała przy maszynie do szycia i bez podłączania jej do prądu przesuwała materiał pod stopką.
— Dwa tygodnie przed przyjęciem? — powtórzyła.
Skinęłam głową.
Twarz jej się zmieniła. Wstała powoli i podeszła do szuflady komody. Wyjęła z niej grubą kopertę, której wcześniej nie widziałam. W środku leżały kartki z logo dawnego zakładu krawieckiego, kilka rachunków i zdjęcie młodszej Teresy stojącej przed budynkiem przypominającym magazyn.
— Chciałam ci powiedzieć, kiedy wyzdrowieję — odezwała się.
Serce zaczęło mi bić szybciej.
— O czym?
— Zanim cię urodziłam, szyłam ubrania dla firmy Różyckich. Nie dla Wiktora. Dla jego ojca i Romana. Potem zobaczyłam coś, o czym nie powinnam była wiedzieć.
Odłożyła fotografię na stół. Przy magazynie stała młoda kobieta z Teresą. Przez chwilę miałam wrażenie, że znam tę twarz. Przypomniałam sobie zdjęcie w telefonie Hanny, pokazane mi przy herbacie: siostra Wiktora, Joanna.
— Znałaś ją? — zapytałam.
— Przez krótki czas byłyśmy przyjaciółkami.
Usiadłam, bo nogi przestały mnie słuchać. Mama opowiedziała, że Joanna pracowała przy księgach firmowych, choć rodzina oficjalnie przedstawiała ją jako osobę zajmującą się fundacją. Odkryła nieprawidłowe przesyłki przechodzące przez magazyn Romana. Część była zwykłym towarem wyprowadzanym poza dokumentacją. Wśród kontenerów znalazła też paczki ze sprzętem medycznym, za który ktoś wystawiał szpitalom zawyżone faktury. Teresa, przychodząc z zamówionymi uniformami, widziała dokumenty przygotowywane do zniszczenia. Joanna prosiła ją, by przez kilka dni przechowała kopie.
— Gdzie są teraz? — zapytałam.
— Oddałam je jej, kiedy zdecydowała się porozmawiać z Wiktorem. Kilka miesięcy później zachorowała. Nie wiem, czy zdążyła mu cokolwiek pokazać.
— Dlaczego Roman interesuje się tobą dopiero teraz?
Mama przesunęła palcami po brzegach rachunków.
— Może odnalazł moje nazwisko w papierach Joanny. Może ktoś mu powiedział, że zachowałam kopię. Nie zachowałam.
Zadzwoniłam do funkcjonariuszki prowadzącej moje zgłoszenie i poprosiłam o możliwość przekazania dokumentu od Natalii wraz z nowymi informacjami. Mama usiadła obok, gdy opowiadałam o Joannie. Nie chciałam mówić za nią. Sama umówiła się na złożenie zeznań, gdy będzie miała lepszy dzień po leczeniu.
Wiktor dowiedział się tego wieczoru. Zamilkł na długo po usłyszeniu nazwiska siostry.
— Joanna znała pani matkę — powiedział w końcu. — Nigdy mi o tym nie mówiła.
— Mama twierdzi, że Joanna chciała ci pokazać dokumenty.
— Jeśli próbowała, nie dotarły do mnie.
Pomyślałam o stryju, który przejmował rozmowy Wiktora, o ludziach przychodzących do naszego domu i o kopiach, które mogły zaginąć po śmierci Joanny. Wiktor poprosił, by móc porozmawiać z Teresą. Powiedziałam, że sama zdecyduje, czy ma siłę.
***
Popular Posts
→- 1
- 2
- 3
- 4
Recently Viewed
Stories you read recently will appear here.



