Po jego wyjściu sala zaczęła pustoszeć. Goście rozmawiali szeptem, niektórzy podchodzili do mnie, ale nikt nie wiedział, co powiedzieć. Kobieta, która wcześniej zasłoniła usta, próbowała mnie objąć.

— Pani Zosiu, tak mi przykro…

Cofnęłam się.

Nie potrzebowałam ich współczucia. Jeszcze godzinę wcześniej śmiali się z dowcipów Romana. Teraz byli gotowi zapewniać, że zawsze stali po mojej stronie.

Ojciec zabrał mnie do bocznego korytarza. Dopiero tam pozwoliłam sobie usiąść. Zobaczyłam swoje odbicie w lustrze: rozmazany makijaż, czerwony ślad na policzku i pojedynczy kolczyk.

— Powinnam była wcześniej odejść — powiedziałam.

— Powinnaś była odejść po pierwszej obraźliwej uwadze.

— Wiem.

— Nie obwiniaj się za to, że chciałaś wierzyć w człowieka, którego kochałaś.

— Ale ty wiedziałeś, że jego ojciec mnie sprawdzał.

— Podejrzewałem.

— I nic nie powiedziałeś?

— Bo poprosiłaś mnie, żebym się nie wtrącał.

Miał rację. Dwa lata wcześniej sama powiedziałam mu, że chcę poznać Michała bez ochrony, bez prywatnych detektywów i bez nazwiska Wolskich torującego mi drogę.

— Myślałam, że jeśli będę zwyczajną Zosią, zobaczę prawdę.

— Zobaczyłaś.

— Za późno.

Ojciec usiadł obok mnie.

— Nie za późno. Jeszcze niczego nie podpisałaś.

Wtedy przypomniałam sobie o obrączce leżącej na stole.

Wróciłam do sali. Michał stał samotnie przy naszym stoliku. Zespół już się spakował. Kelnerzy zbierali kieliszki, a na parkiecie wciąż leżał mój drugi kolczyk.

Michał podniósł go i położył obok obrączki.

— Chcę z tobą porozmawiać — powiedział.

— Nie mamy o czym.

— Jestem twoim bratem.

Słowo zawisło między nami.

Nie potrafiłam go przyjąć. Jeszcze godzinę wcześniej był moim mężem. Teraz miał być bratem. Człowiekiem, którego kochałam w sposób, którego nie umiałam już nazwać.

— Przyrodnim — odpowiedziałam.

— To niczego nie zmienia.

— Zmienia wszystko.

— Czy przez cały rok…?

— Nie kończ.

— Czy kiedykolwiek kochałaś mnie naprawdę?

Zamknęłam oczy.

— Tak. I właśnie dlatego nie umiem ci teraz wybaczyć.

Michał wciągnął powietrze.

— Wybaczysz mi kiedyś?

— Nie wiem.

— Co mam zrobić?

— Po raz pierwszy w życiu podejmij decyzję bez ojca.

Przyjął te słowa, choć widziałam, że go zabolały.

Mecenas Bieńkowska podeszła do nas z dokumentami.

— Pani Zofio, jeśli jest pani gotowa, możemy pojechać do kancelarii. Notariusz czeka.

— Teraz?

— Pani ojciec uważa, że lepiej zakończyć to dziś.

Spojrzałam na Michała.

— Co mamy podpisać?

— Umowę o ustanowieniu rozdzielności majątkowej z datą wsteczną nie jest możliwa bez zgody sądu — wyjaśniła prawniczka. — Ale możemy zawrzeć umowę o podziale majątku wspólnego, jeśli oboje wyrazicie zgodę. Poza tym przygotowaliśmy oświadczenie o dobrowolnym opuszczeniu mieszkania przez pana Michała i zakazie kontaktu do czasu rozprawy.

Michał pokręcił głową.

— Nie podpiszę zakazu kontaktu.

— W takim razie sąd może go wydać — odpowiedziała spokojnie.

— Zosiu…

— Podpiszesz — powiedziałam. — Nie dlatego, że chcę cię ukarać. Dlatego, że muszę się od ciebie odsunąć.

— A mieszkanie?

— Jest moje.

— Kupiliśmy je razem.

— Nie. Kupiłam je przed ślubem. Wpłaciłam wkład własny i spłacałam kredyt. Ty przeprowadziłeś się do mnie po ślubie.

— Mówiłaś, że to nasze.

— Bo wtedy wierzyłam, że małżeństwo znaczy „nasze”. Ty wierzyłeś, że znaczy „twoje”.

Michał zamknął oczy.

— Nie wiedziałem, że mieszkanie jest warte tyle pieniędzy.

— Wiem.

— Ojciec mówił, że jesteś nikim.

— Wiem.

— A ty?

— Ja przez chwilę też próbowałam w to uwierzyć.

O drugiej w nocy siedzieliśmy w kancelarii notarialnej przy ulicy Nowogrodzkiej. Za oknem Warszawa lśniła mokrym światłem latarni. Notariusz, pan Andrzej Kaczmarek, przeczytał dokumenty, a Michał podpisał je z ręką, która wyraźnie mu drżała.

Ja podpisałam swoje nazwisko powoli.

Zofia Wolska.

Po raz pierwszy od roku.

Kiedy wyszłam z kancelarii, zdjęłam obrączkę i wrzuciłam ją do kieszeni płaszcza. Nie chciałam jej wyrzucać. Nie dlatego, że zamierzałam do Michała wrócić, lecz dlatego, że była dowodem mojego błędu i tego, że potrafiłam kochać.

Następne tygodnie były trudniejsze, niż ktokolwiek mógł przewidzieć.

W gazetach pojawiły się artykuły o Romanie Radeckim, śledztwie dotyczącym wyprowadzania pieniędzy i tajemniczym przejęciu udziałów w Jutrzence. Sąd rejonowy zabezpieczył jego majątek. Willa w Konstancinie została objęta postępowaniem. Pracownicy firmy, którzy przez lata bali się Romana, zaczęli składać zeznania.

Michał wyprowadził się do małego mieszkania na Pradze. Zrezygnował z funkcji w zarządzie i sam zgłosił się do prokuratury jako świadek. Okazało się, że nie wiedział o wszystkich oszustwach ojca, ale podpisywał dokumenty, których nie czytał. To nie czyniło go niewinnym.

Rozwód trwał osiem miesięcy.

Sąd orzekł winę Michała za przemoc, poniżanie i uporczywe wspieranie ojca w nękaniu mnie. Roman dostał wyrok sześciu lat pozbawienia wolności. Jego majątek w dużej części odzyskali ludzie, których oszukał, a reszta została przeznaczona na spłatę zobowiązań.

Michał nie próbował już mnie odzyskać. Z czasem zaczęliśmy wymieniać krótkie wiadomości. Najpierw dotyczące formalności, potem mojej matki, o której oboje musieliśmy nauczyć się rozmawiać. Nie zostaliśmy rodziną. Ale przestaliśmy być wrogami.