Ojciec przeniósł wzrok na niego.
— Właśnie dlatego tu jestem.
Roman zmarszczył brwi.
— Znam pana?
— Bardzo dobrze, Romanie.
W sali przeszedł szmer. Ojciec nie używał jego imienia z uprzejmości. Powiedział je tak, jak mówi się do człowieka, którego zna się od dawna, ale którego nie ma się już za równego sobie.
Roman cofnął się o pół kroku.
— Wolski?
— Aleksander Wolski.
Ktoś przy sąsiednim stole wypuścił powietrze. Nazwisko mojego ojca rozpoznawali wszyscy, którzy choć raz czytali biznesowe gazety. Był założycielem domu mody Jutrzenka, właścicielem kilku kamienic w Warszawie i większościowym udziałowcem spółki, która od lat dostarczała tkaniny największym polskim markom.
Właśnie tej firmy, w której pracowałam, gdy poznałam Michała.
Roman pobladł.
Michał spojrzał na mnie.
— Ty jesteś córką Aleksandra Wolskiego?
— Tak.
— Mówiłaś, że nie masz rodziców.
— Powiedziałam, że nie mam rodziny. To nie było dokładnie to samo.
— Okłamałaś mnie.
— Owszem.
W jego oczach pojawiła się złość, jakby to moje kłamstwo było teraz większą zbrodnią niż jego ręka na moim policzku.
Ojciec wyjął z kieszeni telefon.
— Pani mecenas, proszę wejść.
Dopiero wtedy zauważyłam kobietę, która stała za nim. Miała około pięćdziesięciu lat, grafitowy kostium i skórzaną teczkę. Znałam ją. Mecenas Magdalena Bieńkowska od siedmiu lat prowadziła wszystkie sprawy mojej rodziny.
— Dobry wieczór — powiedziała chłodno. — Panie Radecki, panie Michale.
Roman przyjrzał się jej teczce.
— Co to ma znaczyć?
— To znaczy — odparła — że moja klientka właśnie opuściła pana rodzinę. W sensie osobistym, majątkowym i zawodowym.
Michał zaśmiał się nerwowo.
— Nie można zakończyć małżeństwa jednym oświadczeniem.
— Ma pan rację — powiedziała mecenas Bieńkowska. — Dlatego jutro rano składamy pozew o rozwód z wyłącznej winy pana. Dołączymy dokumentację medyczną, zeznania świadków i nagrania z monitoringu. W tej sali są kamery.
Dopiero wtedy poczułam, że pieczenie na policzku nie jest najgorsze. Najgorsze było to, że przez cały rok pozwalałam im wierzyć, że jestem bezbronna.
Ojciec położył dłoń na moim ramieniu.
— Zosiu, idziemy.
Roman zagrodził nam drogę.
— Nie wyjdziesz stąd, robiąc przedstawienie. Mój syn nie poślubił żadnej dziedziczki.
— Nie — odpowiedziałam. — Poślubił kobietę, o której myślał, że nic nie ma.
— I dlatego go pani testowała? — rzucił Roman.
Jego głos był już mniej pewny. Widziałam, że próbuje odzyskać kontrolę.
— Tak.
Michał spojrzał na mnie z niedowierzaniem.
— Przez cały czas mnie testowałaś?
— Nie przez cały czas. Tylko na początku.
— To chore.
— Chore było to, że zanim mnie poznałeś, sprawdziłeś, gdzie mieszkam, w jakiej firmie pracuję i ile zarabiam.
Zamilkł.
— Skąd…?
— Z twojego laptopa. Zostawiłeś otwartego maila. Pytałeś o mnie człowieka z Jutrzenki.
Roman odwrócił wzrok.
— To nieprawda.
— Prawda — powiedziałam. — Twój syn nie wiedział, kim jestem, ale ty już wiedziałeś. Dwa tygodnie po naszym pierwszym spotkaniu dzwoniłeś do dyrektora finansowego Jutrzenki.
Roman wyprostował się.
— Chciałem wiedzieć, z kim spotyka się mój syn.
— Nie. Chciałeś wiedzieć, czy jestem córką Aleksandra Wolskiego.
W sali zrobiło się jeszcze ciszej.
Ojciec spojrzał na Romana z czymś, co przypominało pogardę.
— Powiedz mu, Romanie.
— Nie mam nic do powiedzenia.
— Miałeś bardzo dużo do powiedzenia przez ostatnie trzydzieści lat. Zwłaszcza kiedy myślałeś, że nie żyję.
Słowa mojego ojca sprawiły, że po plecach przebiegł mi dreszcz. Wiedziałam, że znał Romana, ale nigdy nie opowiadał mi o ich przeszłości. Kiedy byłam nastolatką i pytałam o jego dawne interesy, odpowiadał, że nie warto grzebać w starych sprawach.
Roman zacisnął palce na kieliszku.
— To było dawno temu.
— Dla ciebie może. Dla mnie zaczęło się dwa lata temu, kiedy twój syn pojawił się w życiu mojej córki.
Michał pobladł.
— O czym pan mówi?
Ojciec spojrzał na niego.
— Twój ojciec i ja zakładaliśmy Jutrzenkę w tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym ósmym roku.
Po sali przeszedł szmer.
— To niemożliwe — powiedział Roman.
— Możliwe. Byliśmy wspólnikami. Ja miałem pomysł, kontakty i kapitał. Roman miał doświadczenie w produkcji. Podpisaliśmy umowę spółki. Po pięciu latach firma zaczęła przynosić zyski. Wtedy Roman sfałszował dokumenty i próbował przejąć udziały.
— To ty mnie oskarżyłeś! — wybuchnął Roman. — To przez ciebie straciłem wszystko!
— Straciłeś tylko to, co próbowałeś ukraść.
Ojciec mówił spokojnie, ale każde słowo spadało na salę jak ciężki kamień.
— Sprawa trafiła do sądu. Miałeś odpowiadać za fałszowanie dokumentów i wyprowadzanie pieniędzy. Zamiast tego uciekłeś z Warszawy. Zostawiłeś żonę i dziecko.
Michał powoli pokręcił głową.
— Jakie dziecko?
Roman spojrzał na niego.
— Nie słuchaj go.
— Jakie dziecko? — powtórzył Michał.
Mój ojciec nie odpowiedział. Zrobiła to mecenas Bieńkowska.
— Panie Michale, może powinien pan usiąść.
— Niech pani nie mówi do mnie jak do idioty.
— Nie zamierzam. Ale za chwilę usłyszy pan rzeczy, które trudno przyjąć na stojąco.
Roman rzucił jej pełne nienawiści spojrzenie.
— Aleksander, jeśli chcesz mnie zniszczyć, zniszcz mnie. Ale nie mieszaj w to mojego syna.
Popular Posts
→- 1
- 2
- 3
- 4
Recently Viewed
Stories you read recently will appear here.



