— Twojego syna? — zapytałam.
Roman spojrzał na mnie. Po raz pierwszy od chwili, gdy go poznałam, zobaczyłam na jego twarzy prawdziwy strach.
Ojciec wyjął z teczki kopertę.
— Zosiu, chciałem ci to powiedzieć dopiero po rozwodzie. Nie tutaj. Nie w taki sposób.
— Powiedz teraz.
— Nie musisz — syknął Roman.
— Muszę — odpowiedział ojciec.
Mecenas Bieńkowska podała mi dokument. Był to odpis aktu urodzenia, kilka stron korespondencji i wynik badania DNA.
Nie rozumiałam, na co patrzę. Przeczytałam nazwiska raz, potem drugi.
Wynik badania potwierdza ojcostwo Aleksandra Wolskiego wobec Michała Romana Radeckiego z prawdopodobieństwem 99,9987 procent.
W sali zniknęły wszystkie dźwięki.
Spojrzałam na ojca.
— To niemożliwe.
Michał wyrwał mi dokument z ręki.
Przeczytał. Zbladł. Potem spojrzał na Romana.
— Co to jest?
Roman nie odpowiedział.
— Co to jest?! — krzyknął Michał.
Ktoś przy jednym ze stołów wstał, ale natychmiast usiadł. Nikt nie wiedział, czy powinien wyjść, czy zostać. Sześćset osób patrzyło na rodzinę Radeckich, która jeszcze godzinę wcześniej uważała się za właściciela całego świata.
Ojciec mówił cicho:
— Twoja matka, Elżbieta, była wtedy moją narzeczoną. Roman był moim wspólnikiem i przyjacielem. Kiedy dowiedziałem się, że mnie zdradza z nią, zerwałem zarówno interesy, jak i związek. Elżbieta powiedziała mi, że dziecko jest Romana.
— To nieprawda — powiedział Roman.
— Wtedy ci uwierzyłem. Przez lata płaciłem alimenty na konto założone przez Elżbietę, ale Roman przejmował te pieniądze. Kiedy zorientowałem się, że dokumenty dotyczące spółki zostały sfałszowane, złożyłem zawiadomienie. Roman uciekł. Elżbieta wyszła za niego, a mnie powiedziała, że Michał jest jego synem.
Michał opuścił kartki.
— Dlaczego teraz?
— Bo twoja matka skontaktowała się ze mną trzy miesiące temu — odpowiedział ojciec. — Była ciężko chora. Powiedziała mi prawdę przed śmiercią.
— Moja matka nie żyje?
Michał mówił tak cicho, że prawie go nie usłyszałam.
Roman odwrócił głowę.
— Zmarła w styczniu — powiedziałam.
Michał spojrzał na mnie gwałtownie.
— Ty wiedziałaś?
— Nie. Ojciec powiedział mi dopiero dziś po południu.
— Dziś?
— Chciałem odwołać tę uroczystość — powiedział Aleksander. — Ale Zofia poprosiła, żebym przyjechał dopiero wtedy, kiedy zadzwoni. Chciała sama zdecydować, co zrobi.
Michał roześmiał się krótko, bez radości.
— A więc jednak to wszystko było ukartowane.
— Nie — odpowiedziałam. — Nie wiedziałam, że jesteś jego synem. Nie wiedziałam nawet, że mój ojciec spotykał się kiedyś z twoją matką.
— Ale wiedziałaś, że jesteś bogata.
— Tak.
— I ukryłaś to przede mną.
— Bo chciałam wiedzieć, czy będziesz mnie kochał bez pieniędzy.
— A ty mnie kochałaś?
To pytanie bolało bardziej niż policzek. Przez rok chciałam je usłyszeć. Teraz nie miałam już pewności, czy umiem na nie odpowiedzieć.
— Kochałam człowieka, za którego cię uważałam — powiedziałam. — Ten człowiek nie pozwoliłby, żeby jego ojciec mnie upokarzał. Nie uderzyłby mnie. Nie sprawdzałby, ile jestem warta.
Michał opuścił wzrok.
Roman nagle ruszył w stronę wyjścia.
Mecenas Bieńkowska zastąpiła mu drogę.
— Proszę się zatrzymać.
— Nie ma pani prawa mnie zatrzymywać.
— Nie zatrzymuję pana. Informuję tylko, że przed hotelem czeka policja.
Roman roześmiał się nerwowo.
— Policja? Za co?
— Za naruszenie nietykalności cielesnej? Nie. To dotyczy pana syna. W pańskim przypadku chodzi o podejrzenie wieloletniego wyprowadzania środków ze spółek, fałszowania dokumentów i przywłaszczenia mienia.
Roman spojrzał na ojca.
— Ty to zrobiłeś.
— Nie — powiedział Aleksander. — Zrobiła to twoja własna księgowa.
Mecenas Bieńkowska otworzyła teczkę i wyjęła pendrive.
— Pani Joanna Wrona zgłosiła się do nas sześć tygodni temu. Przez siedemnaście lat prowadziła podwójną księgowość na polecenie pana Radeckiego. Przechowywała kopie faktur, przelewów i umów. Zabezpieczyliśmy je notarialnie.
Roman zrobił się szary.
— Ona nie odważyłaby się…
— Odważyła się. Właśnie dlatego pańska firma ma dziś blokadę rachunków.
Wtedy zrozumiałam, dlaczego ojciec przyszedł z mecenas Bieńkowską. To nie była tylko rodzinna kłótnia. Za jego spokojem kryła się akcja przygotowywana od wielu miesięcy.
— Co z firmą Radeckich? — zapytałam.
— Jutro składamy wniosek o zabezpieczenie majątku — odpowiedziała prawniczka. — Pan Roman Radecki nie będzie mógł sprzedać willi, udziałów ani nieruchomości. W księgach wieczystych już pojawiły się wzmianki o roszczeniach.
Roman wyprostował się.
— Nie możecie zabrać mi domu.
— To nie ja go panu zabieram — powiedział ojciec. — Ty zabrałeś go ludziom, których okradłeś.
— A ty? — Roman wskazał na mnie drżącym palcem. — Wychowałaś ją jak broń?
Ojciec po raz pierwszy podniósł głos.
— Wychowałem ją tak, żeby nigdy nie musiała błagać nikogo o szacunek.
Te słowa trafiły we mnie mocniej niż wszystko, co wydarzyło się tego wieczoru.
Roman został wyprowadzony przez dwóch funkcjonariuszy. Nie stawiał oporu, ale przy drzwiach odwrócił się do mnie.
— Myślisz, że wygrałaś? — zapytał. — Nie wiesz, kim naprawdę jesteś.
Przez moment poczułam zimno.
— Wiem wystarczająco dużo.
— Nie. Nie wiesz.
Policjant odsunął go od drzwi.
Popular Posts
→- 1
- 2
- 3
- 4
Recently Viewed
Stories you read recently will appear here.



